Szabat w kulturze zabiegania — protest przeciw niewoli pracy
Żyjemy w świecie, który nigdy się nie wyłącza. Szabat to cotygodniowy protest przeciw niewoli pracy — i deklaracja, że człowiek jest kimś więcej niż swoją wydajnością.
Telefon wibruje o 22:40 — jeszcze jeden służbowy e-mail. Sklepy otwarte siedem dni w tygodniu, skrzynka odbiorcza nigdy nie jest pusta, a my czujemy, że jeśli się zatrzymamy, świat ucieknie nam do przodu. W takim świecie czwarte przykazanie Dekalogu brzmi jak głos z innej planety: zatrzymaj się. Co tydzień. Na całą dobę. I właśnie dlatego jest dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.
Świat, który się nie wyłącza
Nasza kultura ma swoją niepisaną religię: wydajność. Liczysz się o tyle, o ile produkujesz, zarabiasz, osiągasz. Praca wlewa się w wieczory i weekendy, a odpoczynek trzeba sobie „zasłużyć" — i nawet wtedy mamy wyrzuty sumienia, że nie robimy czegoś pożytecznego. Do tego dochodzi lęk, że coś nas ominie: jeszcze jedno powiadomienie, jeszcze jedna okazja, jeszcze jeden kurs, bez którego zostaniemy w tyle. Skutki znamy wszyscy — przewlekłe zmęczenie, rozdrażnienie, wypalenie.
Samuele Bacchiocchi, który szabatowi poświęcił życie naukowe, opisał to już ćwierć wieku temu w książce The Sabbath Under Crossfire: „We live in a tension-filled and restless society where many people try to work off tension by joining athletic clubs, and meditation groups, or by taking tranquillizers, drugs, and alcohol" — żyjemy w pełnym napięcia, niespokojnym społeczeństwie, w którym ludzie próbują rozładować stres na siłowni, w grupach medytacyjnych albo przez środki uspokajające. I dodaje trzeźwo: nawet bajeczne wakacje dają tylko chwilową ulgę, nie trwałe uciszenie wewnętrznego niepokoju. Przytacza też słynne zdanie żydowskiego myśliciela Abrahama Heschela: współczesny człowiek „lives under the tyranny of things of space" — żyje pod tyranią rzeczy, przestrzeni, posiadania. Im więcej mamy, tym mniej mamy czasu.
Problem nie polega więc na tym, że pracujemy. Praca jest dobra — Biblia mówi: „Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę" (Wj 20,9). Problem zaczyna się wtedy, gdy praca przestaje być naszym zajęciem, a staje się naszym panem. Biblia ma na taki stan konkretne słowo: niewola.
Przykazanie, które mówi o wyzwoleniu
Dekalog występuje w Biblii w dwóch wersjach. Ta z Księgi Wyjścia uzasadnia szabat stworzeniem świata (Wj 20,11). Ale wersja z Księgi Powtórzonego Prawa podaje inny powód — i to właśnie on uderza dziś najmocniej:
„Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i że Pan, twój Bóg, wyprowadził cię stamtąd ręką możną i ramieniem wyciągniętym. Dlatego rozkazał ci Pan, twój Bóg, abyś obchodził dzień szabatu" (Pwt 5,15).
Byłeś niewolnikiem — dlatego świętuj szabat. W Egipcie Izrael nie miał dnia wolnego. Niewolnik z definicji nie odpoczywa; jego czas należy do faraona. Pierwszą rzeczą, jaką wolny człowiek może zrobić, a niewolnik nie, jest zatrzymanie się. Dlatego co siedem dni Izraelita przerywał pracę i tym samym ogłaszał: nie jestem już niewolnikiem. Mam Boga, który mnie wyzwolił, i nikt — żaden faraon, żaden rynek, żaden szef, nawet ja sam — nie ma prawa zawładnąć całym moim czasem.
Biblista Gerald Klingbeil, analizując obie wersje przykazania w tomie The Sabbath in the Old Testament and the Intertestamental Period, pokazuje, że te dwa uzasadnienia — stworzenie i wyzwolenie — nie kłócą się ze sobą, lecz uzupełniają. Skoro każdy człowiek jest stworzony na obraz Boga, to nikt nie może być traktowany jak narzędzie. Wyjście z Egiptu tylko unaoczniło to, co było prawdą od Edenu. Szabat jest punktem, w którym te dwie prawdy się spotykają: jesteś stworzeniem, nie produktem; jesteś wyzwolony, nie zniewolony.
Odpoczynek także dla sługi i obcego
I tu przykazanie robi coś, co w starożytnym świecie było rewolucją. Posłuchajmy, kto ma odpoczywać:
„Ale siódmego dnia jest szabat Pana, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twój wół, ani twój osioł, ani twoje bydlę, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach, aby odpoczął twój sługa i twoja służebnica tak jak ty" (Pwt 5,14).
„Tak jak ty" — te trzy słowa to społeczny dynamit. Szabat nie jest przywilejem pana domu, podczas gdy służba dalej krząta się w kuchni. Sługa, służąca, najemnik, cudzoziemiec bez żadnych praw obywatelskich, a nawet wół i osioł — wszyscy mają prawo do tego samego odpoczynku co właściciel gospodarstwa. Raz w tygodniu znikała różnica między panem a sługą, swoim a obcym. Klingbeil ujmuje to celnie: szabat ma „wyrównujący" efekt — „social barriers do not bind when mankind is obliged to God" — bariery społeczne przestają krępować, gdy człowiek staje przed Bogiem.
Bacchiocchi dodaje, że ta logika rozciągała się dalej: co siedem lat rok szabatowy przynosił umorzenie długów i wyzwolenie niewolników, a rok jubileuszowy zwracał ziemię rodzinom, które ją straciły (Kpł 25). Szabat był w Izraelu „prawdziwym wyzwolicielem uciśnionych". To nie przypadek, że Jezus rozpoczął swoją misję w synagodze, w szabat, słowami o „wypuszczeniu uciśnionych na wolność" (Łk 4,18) — i że właśnie w szabat uzdrawiał, uwalniał i przywracał ludziom godność. „Szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Mk 2,27).
Dla nas płynie z tego praktyczny wniosek: szabat ma wymiar społeczny także dziś. Kto święci szabat, nie tylko sam przestaje pracować — przestaje też wymagać pracy od innych. Mój odpoczynek nie może być kupiony cudzym zabieganiem.
Odpoczywaj tak, jakby cała praca była skończona
„Ale ja nie mogę się zatrzymać — mam za dużo na głowie". Znamy to wszyscy. Na to zastrzeżenie odpowiada stary rabiniczny komentarz do słów „sześć dni będziesz wykonywał wszelką swoją pracę", przytaczany przez Bacchiocchiego: czy człowiek w ogóle jest w stanie skończyć całą swoją pracę w sześć dni? Nie — nasza praca zawsze pozostaje niedokończona. Sens przykazania jest więc taki: „Rest on the Sabbath as if all your work were done" — odpoczywaj w szabat tak, jakby cała twoja praca była już wykonana.
To jest dokładnie lekarstwo na lęk, że coś nas ominie. Szabat uczy co tydzień tej samej trudnej prawdy: świat nie kręci się dzięki mnie. Przez jedną dobę nic nie produkuję, nic nie kupuję, niczego nie nadrabiam — a świat się nie zawala. Bo nie ja go podtrzymuję. „Uspokójcie się i wiedzcie, żem Ja Bóg" (Ps 46,11). Bóg dał ten dzień człowiekowi jeszcze przed upadkiem w grzech — nie jako nagrodę za wydajność, lecz jako dar na samym początku drogi.
Cotygodniowa deklaracja wolności
Czym więc jest szabat w kulturze zabiegania? Nie jeszcze jedną pozycją na liście zadań i nie religijnym dodatkiem do weekendu. Jest cotygodniowym protestem przeciw niewoli pracy — i deklaracją wolności.
Kto święci szabat, ten co siedem dni ogłasza trzy rzeczy. Po pierwsze: jestem człowiekiem, nie maszyną — moja wartość nie zależy od tego, ile wyprodukuję. Po drugie: mam Wyzwoliciela — to Bóg wyprowadza z każdego Egiptu, także z tego, który nosimy w kalendarzu. Po trzecie: wolność, którą otrzymałem, jest dla wszystkich — także dla tych, którzy pracują obok mnie i dla mnie.
Świat będzie nas przekonywał, że nie stać nas na zatrzymanie. Biblia odpowiada: nie stać cię na to, by się nie zatrzymywać. Ten, który cię stworzył i wyzwolił, zarezerwował dla ciebie całą dobę w tygodniu. Nie jako ciężar — jako akt wyzwolenia.
Źródła
- Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire
- Samuele Bacchiocchi, From Sabbath to Sunday
- Daniel K. Bediako, Ekkehardt Mueller (red.), The Sabbath in the Old Testament and the Intertestamental Period