„Skoro zachowujesz szabat, to czemu nie obrzezanie?\
Zarzut niekonsekwencji: kto święci szabat, powinien też przyjąć obrzezanie i ofiary. Co naprawdę rozstrzygnął sobór w Jerozolimie i dlaczego Paweł rozdziela te dwie sprawy?
To jeden z ulubionych argumentów w dyskusjach o szabacie: „Jesteś niekonsekwentny. Skoro bierzesz z prawa Mojżesza szabat, to weź i resztę — obrzezanie, ofiary, przepisy o szatach. Albo wszystko, albo nic". Zarzut wygląda na logiczny: kto wybiera z Prawa jedno przykazanie, a inne pomija, ten rzekomo kroi Biblię pod siebie. Jest tylko jeden problem: dokładnie to rozróżnienie, które zarzut uznaje za niemożliwe, przeprowadzili sami apostołowie — na pierwszym soborze w dziejach Kościoła.
Sobór, który rozstrzygnął sprawę obrzezania
Około roku 49 do Antiochii przybyli nauczyciele z Judei, głosząc: „Jeśli nie zostaliście obrzezani według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni" (Dz 15,1). Spór był tak ostry, że Paweł i Barnaba udali się do Jerozolimy, gdzie apostołowie i starsi zebrali się, by rzecz rozstrzygnąć. Po „długim sporze" przemówił Piotr: Bóg dał poganom Ducha Świętego „i nie uczynił żadnej różnicy", po co więc wkładać na nich jarzmo? (Dz 15,7–10). Werdykt soboru, ogłoszony listem do zborów, był jednoznaczny: poganie nie muszą przyjmować obrzezania; mają jedynie wstrzymywać się od ofiar składanych bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu (Dz 15,28–29).
Zauważmy, co tu się stało. Kościół apostolski stanął dokładnie przed pytaniem „co z praw Mojżeszowych obowiązuje pogan?" — i odpowiedział, rozróżniając. Obrzezanie, znak włączenia do Izraela według ciała, nie zostało nałożone na pogan. A szabat? W całej debacie nikt go nawet nie podniósł — ani zwolennicy obrzezywania pogan, ani Paweł, ani Piotr, ani Jakub. Samuele Bacchiocchi zwraca uwagę w From Sabbath to Sunday, jak wymowne jest to milczenie: skoro sobór drobiazgowo regulował nawet kwestie pokarmowe, „hardly allows us to imagine that a weightier matter such as Sabbath observance had been unanimously abrogated" — trudno sobie wyobrazić, by sprawa znacznie poważniejsza, jak zachowywanie szabatu, została po cichu i jednomyślnie zniesiona. O rzeczach wielkich się spiera, a potem je zapisuje; sobór zapisał ustępstwa dużo drobniejsze. Szabatu nie było w sporze, bo nie był sporny.
Więcej: szabat pojawia się w uzasadnieniu wyroku jako oczywistość. Jakub kończy swój wniosek słowami: „Mojżesz bowiem od dawien dawna ma po miastach takich, którzy go opowiadają, gdyż czyta się go w synagogach w każdy szabat" (Dz 15,21). Poganie nie potrzebują osobnego wykładu — co tydzień, w szabat, słuchają Pisma razem z całym ludem Bożym. Dla soboru cotygodniowy szabat to nie problem do rozwiązania, lecz stały punkt krajobrazu.
Galacja: o co naprawdę szedł spór?
„Ale przecież List do Galacjan potępia wracanie pod Prawo!" — odpowie ktoś. Przeczytajmy jednak, przeciw czemu Paweł tam walczy. W Galacji pojawili się ludzie głoszący to samo, co agitatorzy z Antiochii: poganin musi się obrzezać, by być zbawionym. Cały list krąży wokół tego jednego tematu: „Oto ja, Paweł, powiadam wam: Jeśli się dacie obrzezać, Chrystus wam nic nie pomoże" (Ga 5,2); fałszywi nauczyciele „zmuszają was do obrzezania" (Ga 6,12). Słowo „obrzezanie" wraca w liście kilkanaście razy. O szabacie jako przedmiocie sporu nie ma tam ani słowa — wzmianka o „dniach i miesiącach" (Ga 4,10) dotyczy, jak pokazaliśmy w innym artykule tej serii, powrotu do pogańskich praktyk kalendarzowych, nie Dekalogu.
Stawką w Galacji nie było więc „czy chrześcijanin może zachowywać przykazania", lecz „czy rytuał włączenia do Izraela jest warunkiem zbawienia". Na to Paweł odpowiada: nie. Zbawienie jest z łaski przez wiarę — i dokładnie dlatego Paweł mógł jednocześnie odrzucać obrzezywanie pogan i sam co szabat nauczać w zgromadzeniach (Dz 17,2; 18,4). Nie widział w tym żadnej niekonsekwencji, bo to były dla niego dwie różne kategorie spraw.
„Obrzezanie niczym — przestrzeganie przykazań wszystkim"
Najkrócej wyraził to sam apostoł w zdaniu, które brzmi jak gotowa odpowiedź na nasz zarzut: „Obrzezanie nie ma żadnego znaczenia i nieobrzezanie nie ma żadnego znaczenia, ale tylko przestrzeganie przykazań Bożych" (1 Kor 7,19). Gdyby przykazania Boże i przepisy ceremonialne były jednym pakietem „albo wszystko, albo nic", to zdanie byłoby absurdem — przecież nakaz obrzezania też był zapisany w księgach Mojżesza. A jednak Paweł przeciwstawia jedno drugiemu: obrzezanie jest niczym, przestrzeganie przykazań Bożych — wszystkim.
Bacchiocchi zauważa w The Sabbath Under Crossfire, że Paweł powtarza tę formułę trzykrotnie, za każdym razem z innym zakończeniem: nic nie znaczy obrzezanie ani nieobrzezanie, ale „przestrzeganie przykazań Bożych" (1 Kor 7,19), ale „wiara, która jest czynna w miłości" (Ga 5,6), ale „nowe stworzenie" (Ga 6,15). Dla Pawła te trzy rzeczy to jedno: wiara działająca przez miłość wyraża się w zachowywaniu Bożych przykazań. Rozróżnienie między tym, co ceremonialne, a tym, co moralne, nie jest więc wymysłem późniejszych teologów — jest wpisane w sam Nowy Testament.
Dwa znaki, dwa rodowody
Skąd ta różnica? Wystarczy porównać metryki. Obrzezanie zostało dane Abrahamowi jako znak przymierza z jego potomstwem (Rdz 17,9–14) — sam Jezus przypomniał, że pochodzi ono „od ojców" (J 7,22). Było znakiem przynależności do konkretnego ludu, czekającego na obiecane Nasienie; gdy Nasienie przyszło, a do ludu Bożego wchodzi się przez wiarę i chrzest (Ga 3,26–29), znak cielesnego rodowodu spełnił swoją rolę.
Szabat ma inny rodowód: nie od Abrahama, lecz z Edenu; nie po grzechu, lecz przed nim; nie dla jednego rodu, lecz dla człowieka jako takiego (Rdz 2,1–3; Mk 2,27). Nie należy do przepisów ceremonialnych, które wskazywały na przyszłego Zbawiciela — jest częścią Dekalogu, który Bóg własnym głosem ogłosił i własnym palcem zapisał. Warto dodać, że to rozróżnienie ma za sobą długą historię: Bacchiocchi przypomina, jak szesnastowieczny anabaptysta Oswald Glait odpowiadał krytykom stawiającym identyczny zarzut — szabat nie jest prawem ceremonialnym jak obrzezanie, bo „is commanded and kept from the beginning of creation" — jest nakazany i zachowywany od początku stworzenia. Pytanie ma więc ponad czterysta lat. Odpowiedź też.
Wniosek
Zarzut niekonsekwencji zakłada, że Prawo to jednolity blok: wszystko albo nic. Ale tak nie traktowali go ani apostołowie, ani sam Paweł. Sobór w Jerozolimie zdjął z pogan obrzezanie, nie tykając szabatu, który tydzień w tydzień rytmizował życie Kościoła (Dz 15,21). Listy do Galacjan i Koryntian zwalczają obrzezanie jako warunek zbawienia — i w tym samym oddechu nazywają przestrzeganie przykazań Bożych rzeczą, na której zależy wszystko. Obrzezanie było znakiem danym jednemu ludowi w drodze do Chrystusa; szabat — darem danym ludzkości u stworzenia.
Kto więc święci szabat, a nie przyjmuje obrzezania, nie jest niekonsekwentny. Jest dokładnie tak konsekwentny jak sobór jerozolimski.
Źródła
- Samuele Bacchiocchi, From Sabbath to Sunday
- Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire
- John Nevins Andrews, History of the Sabbath and First Day of the Week